wtorek, 31 lipca 2012

Wiadomość od Noony.

Odchodzę. Blog zostawiam Mirze, a sama zajmę się blogiem, o którym powiem nieco później.
Tak, też będzie z SHINee.
To będzie mój trzeci blog ("Stay away from me" i ten). I obiecuję, z tamtego nie odejdę.
Akcja nie będzie od razu, będę pisać w pierwszej osobie.
Ale historia Kimberly dalej będzie. Tyle, że Olka będzie ją pisać.

Udanych wakacji, Noona :)


Ok, mam już tego bloga zrobionego.
Niestety, nie ma jeszcze prologu, ale w najbliższym czasie (pewnie jutro) go zrobię.
Proszę, oto on.


:)


Ale błagam, bez niemiłych komentarzy. Na razie się nic takiego nie dzieje.
Rozdział jest długi.
Jest główna bohaterka - YuKi, Koreanka.
jest jej przyjaciółka - HaWoo
Jest chłopak, który się do niej lepi, ale ona go odrzuca.
Z SHINee w roli głównej będzie MinHo i KiBum.
Reszta SHINee będzie występowała okazyjnie.
Ale pojawi się ktoś inny, z innego zespołu - Kai z Exo-K.
Mam nadzieję, że się spodoba.


*Jeśli ktoś będzie chciał jakoś połączyć losy bohaterek, postaram się... Najlepiej byłoby mi złączyć się z "RiGi" z "Happines In Seul".
Z nimi jest najłatwiej, nawet mam pomysł jak, ale to już niespodzianka.
Może też zaistnieje połączenie Kimberly z tego bloga z YuKi.
Ale w to akurat wątpię... Przecież jej losy też były powiązane z KiBum.
Ale zobaczymy co Olka wykąbinuje ^.^

Trzymajcie się cieplutko >.<
Hwaiting !

niedziela, 29 lipca 2012

Rozdział 5

Dziś to będzie narracja Kimberly (cały rozdział)


Rozdział 5

- Yyy... Eee...
- Joe, co ty tu robisz?
- Ja... Mmm...
- Joe?
- Chodź ze mną proszę, muszę ci coś pokazać...
- Ale Joe...

Nic z tego. Pociągną mnie za rękę i biegliśmy gdzieś daleko, w taką dzielnicę Seul, gdzie jeszcze nie byłam. Nagle wbiegliśmy do jakiegoś starego domu. Ciągną mnie za rękę jeszcze mocniej. Zaczął otwierać drzwi, postanowiłam go o coś zapytać.

- Joe, gdzie my jesteśmy?
- Cii... - położył mi palec na ustach patrząc mi w oczy.

W tej chwili odchylił lekko drzwi. Pociągną mnie do środka. Weszłam do pokoju pełnego sukien. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.

- Kimberly...
- Joe, ale nie trzeba było.
- Kimberly, mam do ciebie prośbę.
- Tak?
- Czy mogłabyś ze mną wylecieć jutro po południu do Paryża?

Dziwne rzeczy przechodziły mi przez głowę. Ale ja i Key... To co dziś się stało po koncercie, to nie miałoby sensu.

- Po co?
- Chcę, byś wyjechała ze mną i..
- I?
- I chcę, byś została aktorką w moim filmie.
- Że jak?!

Joe wyraźnie się zarumienił, po chwili zaczął mi tłumaczyć.
" Film będzie pod tytułem 'The Past Permeates The Future" - "Przeszłość Przenika Przyszłość". Jest to o dziewczynie z Korei Południowej, która uwielbia grać na pianinie i chce to kontynuować we Francji. Ma 16 lat i ucieka z domu, w którym mieszkała, w Seul. Nie słuchając nikogo leci tam i robi to, co chce. Uczy się sama i nędznie żyje. Poznaje chłopaka, który będzie bogaty i zakocha się w niej, opłaci jej szkołę i potem będą razem. Ona już będzie sławna, gdy zobaczy jak jej chłopak idzie z inną dziewczyną za rękę i co chwilę się przytulają. Ona wyprowadzi się od niego i wróci do Korei Południowej gdzie zostanie niemile przywitana przez rodziców. Będą ją chcieli wydać za pewnego mężczyznę, którego wcześniejnie znała. Wtedy pojawi się ten Francus i wyjdzie za niego."

Byłam pod zachwytem scenariusza. Tylko nie rozumiałam jednego

- Dlaczego ja? Po co te sukienki? Dlaczego byłeś w moim domu?
- Chciałem cię zapakować, bo już późno... Ty, bo jesteś świetną aktorką, a sukienki są do filmu.
- Mhm... Czy ja wiem...
- Kimberly, jesteś moją ostatnią nadzieją, proszę, zgódź się.
- No... No ... No dobrze.

Nagle zerwał się i przytulił mnie bardzo mocno. Zaczął całować po policzkach. Ledwo co wyrwałam się z jego objęć.

Następnego dnia.

Za trzy godziny będę musiała lecieć do Paryża. Mam nadzieję, że to będzie cudowny lot. Joe godzinę przed lotem ma po mnie przyjechać. Od rana próbuję skontaktować się z KiBum'em... Nie chcę wyjechać bez słowa, ale chyba tak będę musiała zrobić. Teraz pakuję rzeczy i sprawdzam, czy wszystko jest. Klucze dziś oddaję właścicielowi mieszkania. Francja jest blisko Anglii... Szybko przeminie lot. Ok, mam wszystko czego mi potrzeba. Wejdę jeszcze na komputer i sprawdzę wszystkie wiadomości ze świata.

Godzinę i pół później

Patrzę na wiadomości lokalne ze świata. Wchodziłam po kolei w zakładki.

"Zespół SHINee - Koncert w Londynie 2012 rok"
"Nowa dziewczyna Kim KiBum - romantyczna chwila na stacji PKP"
Patrzyłam na zdjęcia naszych pocałunków... Cudne chwile... Lecz Key będzie miał przeze mnie kłopoty.
Wróciłam o stronę dalej
"Niespodziewany wypadek"
Weszłam w zakładkę. To co przeczytałam było przerażające
"Po koncercie wieczorem zespół SHINee wracając do hotelu miało wypadek samochodowy. Najprawdopodobniej to wina samochodu, który został uszkodzony dzień wczesniej. Mężczyźni leżą w szpitalu (niestety nie mamy jeszcze informacji w którym) w ciężkim stanie."

Nie chciałam czytać dalej. Miałam za pół godziny być na lotnisku. Przeze mnie Joe zbankrutuje. Jednak nie mogę zostawić Key w tej sytuacji... Wiedziałam dlaczego nie odbierał telefonu. Może właśnie teraz walczy o życie. Moja obecność i tak nie pomoże. Wybieram lot do Paryża.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Joe. Zabrał moją walizkę i torbę i ruszyliśmy taksówką na lotnisko w Manchester. Wysiadłam przypinając kokardkę do włosów. Popatrzyłam na niego swoimi wielkimi, czarnymi  oczami, w których ciężko było dostrzec źrenice... Uśmiechnął się. Może dlatego, że byłam od niego o dość dużo niższa. Powędrowaliśmy na odprawę bagażową, sprawdzenie biletów, sprawdzanie, czy nie ma się broni i niebespiecznych substancji. Potem z biletami poszliśmy do samolotu zająć najwygodniejsze miejsca. Zastanawiało mnie jak Joe mnie znalazł. To wszystko było dziwne. Włączyłam swoją małą MP3 i założyłam słuchawki, które nie były zwyczajne. To były słuchawki w kształcie serduszek - od KiBum. Założyła je i wpatrzyła się w okno. Samolot nie startował. Czekał na jakiegoś ważnego gościa, bez którego nie można było polecieć. W oknie, w oddali widziałam szybko biegnącą osobę. Poznałam ją po czarno-beżowej apaszce, którą sama zrobiłam. Wiadomo kto to. To KiBum. Ale zaraz... Czy on nie powinien być w szpitalu? Nie ważne. Jedyne co się liczy to to, że był tu... Szybko wybiegłam z samolotu.

- Ale Key, co ty tu robisz?- biegłam zastanawiając się nad tym, jak on mógł przebiec taki dystans
- Przyszedłem się pożegnać. A ty czego mi nic nie mówisz, że gdzieś lecisz?
- Próbowałam... Uwież, dźwoniłam przez jakieś 3 godziny bez przerwy.
- Nie ważne... - przytulił mnie i pocałował - z kim lecisz?
- Z... Joe... - powiedziałam nieśmiało
- Że jak?! Nie możesz sama... Czy nie wiem... Nie mogę z tobą polecieć?
- Głupi jesteś? Nie, niestety nie... Któregoś dnia odwedź mnie w Paryżu, bo będę baardzo tęsknić - posłałam mu delikatny uśmiech, choć wcale mi do śmiechu nie było.
- Dobrze, ale obiecaj mi... Może nie musisz być ze mną ciałem, ale bądź ze mną swoją duszą, dobrze?
- Oczywiście. Będę tęsknić.

Pocałowałam go w policzka i pobiegłam do samolotu. Wróciłam na swoje miejsce i ponownie założyłam słuchawki. Włączyłam BigBang - Monster.

Po niecałej godzinie byliśmy na miejscu

Wysiedliśmy i wykonaliśmy wszystkie czynności jakie powinny być. Przy wyjściu już czekała taksówka, która miała zawieść nas do apartamentu Joe - jest bardzo bogaty. Szybko pobiegłam do swojego pokoju i spoglądając na widoki oraz wygląd pokoju, byłam wdzięczna losowi...
Zaczęłam rozpakowywać ciuchy. Była szesnasta jak skończyłam. Postanowiłam przejść się po Paryżu.
Zadźwonił mój telefon. Odebrałam.

- I co? Już dolecieliście?
- Tak, już dawno temu. - zaśmiałam się cicho.
- A ty co? Śmiesz śmiać się ze mnie? - odrzekł wyraźnie rozbawiony
- Właśnie zwiedzam Paryż. Czekaj, rozłączę cię, zrobię zdjęcie gdzie jestem i wyślę ci razem z krótką wiadomością.
- Ok...


"Jestem pod Wieżą Eiffla, pięknie jest oświetlona w nocy prawda, kochanie?"

Dostałam odpowiedź.

"Skoro już tak ciemno to dla bespieczeństwa wracaj już do domu... Kocham Cię :*"

Wysłałam:

"Ja Ciebie bardziej <33"

Schowałam komórkę do małej, brzoskwiniowej torebki i zaczęłam iść w stronę domu oglądając krajobraz jeszcze żyjącego Paryża. Rany... Jak tu pięknie. Szybko otworzyłam drzwi, zdjęłam buty i poszłam do pokoju przebrać się w piżąmę. Rozebrałam krótkie spotenki. Po nich baleriny odłożyłam w kąt pokoju. Ściągnęłam bluzkę. Złożyłam ją i położyłam na komodzie, by jutro ją wyprać.
Do mojego pokoju wszedł Joe. Zobaczył mnie i wszedł jeszcze bliżej. Zamkną drzwi. Usiadłam na łóżku, a on koło mnie.

- Wyglądasz bardzo podniecająco...
- Joe, proszę wyjdź...

Nie posłuchał mnie. Złapał moje ręce jedną ręką, a nogi swoją nogą.
Wyrywałam się bardzo mocno.

- Joe! Przestań!!! To nie jest zabawne!

Położył mnie na łóżku i ścisnął tak, że nie mogłam ruszyć kończynami. Nachylił się tak, że stykaliśmy się nosami. Patrzył raz na moje piersi, raz na usta.

- Wiesz, jesteś taka zgrabna... Taka śliczna..
- Joe! Przestań!

Próbował mnie pocałować. Kręciłam głową tak, by nie trafił. W końcu pocałował mnie w szyję. Jego pocałunki były boskie, ale ja jestem oddana Key. Dalej mnie całował, a ja dalej się wyrywałam. W końcu przytrzymał mi głowę i pocałował mnie bardzo namiętnie. Oderwał się ode mnie i popatrzył na moje piersi.

- Prawdziwe? Na prawdę, bardzo jędrne...
- Joe, przestań!!!

Kopnęłam go w brzuch i szybko pogoniłam do łazienki zamykając ją. Zadźwonił telefon. Cała we łzach odebrałam go.

- Kochanie, czego płaczesz?
- Nie, nic...
- Ty też to słyszałaś?
- O czym mówisz?
- Nasz menadżer nie żyje...

Koniec!

By. Noona

No to teraz macie powiązanie z tytułem. To mi przyszło na myśl przed chwilką ^.^

Podoba się?


Proszę =^.^=

Tym razem podwyższę stawkę. Może być 6 komentarzy?

Obserwatorzy - 15
Wyświetlenia - 1185

piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 4



Rozdział 4

[...] Usiadła wygodnie na swoim miejscu. Ktoś wybiegł z miejsca koncertowego. Bardzo szybko zbliżał się do autobusu, w którym siedziała Kimberly. Związała włosy w niesworny kucyk i założyła szary sweter. Ten ktoś zbliżał się jakby coraz szybciej. Poczuła ucisk w brzuchu. Podejrzewała kto to... Tak, to KiBum. Zaczął walić z całej siły w autobus pięściami. Łzy ciekły mu po twarzy. Wyszła z niego. I zaczęła mówić.

' Teraz widzisz jak cierpiałam, gdy ciebie przy mnie nie było... Tak, teraz to rozumiesz, bo czujesz to samo. Uczucia wróciły do ciebie jak bumerang. Zapomniałeś jak patrzyłam na ciebie kiedyś, bo teraz patrzysz na mnie tak samo. Zobacz ile czasu minęło, zobacz ile przegapiłeś, ile uderzeń serca zmarnowało się, że wtedy nie mogłeś tego poczuć, że ciebie wtedy nie było... Wiesz jak to wygląda z mojej perspektywy? Jesteś nieodpowiedzialny. Nie potrafisz zaopiekować się moim sercem. Nawet nikt nie wie jaki jesteś na prawdę, bo ty jesteś gwiazdą, która jest kochana przez 'fanki', które jedyne co wiedzą o tobie to to, co potrafisz, wiedzą ogólne informacje o tobie, lecz nie widzą tego jak się zachowujesz, gdy jesteś poza sceną... Nie chcę byś wymawiał kiedykolwiek moje imię. Nie potrafię postawić kropki pomiędzy naszymi imionami, nie da się... Po prostu one były dla siebie stworzone od wieków, ale ty je zmarnowałeś... Ty nie chciałeś o tym wiedzieć... Dlaczego zraniłeś mnie w tak prymitywny sposób? Przecież każdy zasługuje na coś więcej niż tylko opuszczenie... Jesteś bezuczuciową istotą, która myśli tylko o sobie, nie liczy się z nikim innym, nie masz do nikogo szacunku, nie posiadasz sumienia, potrafisz perfekcyjnie kłamać i bajerować... Dlaczego? Bo chcesz... Bo się z nikim nie liczysz... Być może to, co teraz czuję jest spowodowane zbyt wygórowaną ilością nadziei, lub po prostu wielką naiwnością... Przecież jestem już bezpieczna, przecież nic mi już nie będzie. Ale co ciebie to obchodzi? Ja się dla ciebie nie liczę, prawda?... '

Wyglądała na obojętnego KiBum z za morza łez w jej oczach. Nie, nie płakała. W oczach tylko były łzy (obrazek na początku rozdziału). Już chciała wsiadać spowrotem do autobusu, ale on odjechał już dawno temu. Przez swoje słowa nie słyszała silnika wielkiego pojazdu. Zaczęła iść w stronę pakingu przed samochód Tii (nie wiem jak to się odmienia...). Usłyszała ciche, ale szybkie kroki za sobą. Po chwili poczuła dłoń, która łapie jej dłoń. Zaczynając przysówać ją coraz bardziej pomyślała, że to KiBum. Nie myliła się... Starała się wyrwać, po wielu próbach poddała się. Przysunął ją bardzo blisko siebie. Głową dotykał jej szyi przytulając ją. Szepnął ciche "przepraszam". Całował ją baardzo długo i strasznie namietnie. Aparaty pstrykały im zdjęcia, to było paparazzi, które zawsze jest na każdym koncercie zespołu. Nie przejmowali się nimi. Chcieli się sobą nacieszyć. Kimberly uśmiechnęła się i powiedziała po francusku cicho "wybaczam...". On wziął ją na ręce, przed wejściem do sali, w której siedziało SHINee, puścił ją, by sobie pochodziła trzymając ją za rękę. Chłopcy sie bardzo zdziwili, gdy to zobaczyli.


- To wy...? - Jong
- Tak, znamy się. - Key
- Czy wy jesteście razem ? - Minho
 Nagle popatrzyli na siebie.
- Mniej więcej. - Kimberly


Dziewczyna wróciła do domu. Otworzyła drzwi. W jej pokoju było zapalone światło. W jej domu jest ktoś, kogo najwidoczniej nie zapraszała.
Nagle ten ktoś wyszedł z pomieszczenia i wpadł w korytarzu na przerażoną Kimberly.




Proszę =^.^=


Jak już mówiłyśmy, do 5 rozdziału 5 komentarzy 
; )


obserwatorzy - 14
wyświetlenia - 959


Dziękujemy baaardzo : )


By. Noona


* Na prawdę przepraszam za długość... W mojej głowie wydawało mi się, że jest dłuższy...
: (

czwartek, 26 lipca 2012

Rozdział 3

*** - narracja Kimberly
*** - narracja KiBum



Rozdział 3

Rok później - wprowadzenie.

Kimberly ścina włosy. Zmienia z blond na brązowy. Dlaczego? Gdyż postanowiła, że już nie jest taką grzeczną dziewczynką... Nie chciała nią być, nie chciała ukrywać się pod maską dziewczyny, która zawsze jest grzeczna... Wyleciała do Anglii. Mieszka, pracuje jak każdy normalny człowiek. Angielski umiała, postanowiła to wykorzystać. Przyjaźni się z dwoma przyjaciółkami - Tia i Charlie. Mieszka w Leicester.

Teraźniejszość.

Dziewczyna obudziła się przy biurku. Komputer był włączony. Najwidoczniej, siedziała całą noc i zasnęła nad ranem. Potrząsnęła lekko myszką, by zobaczyć obraz. Była 09:12. Zdziwiona, oszołomiona i zaspana, próbowała uwierzyć w to, co przed chwilą zobaczyła. Jest 09:12, nadal! Nigdy nie budziła się tak wcześnie po nie przespanej nocy... Dziś był weekend. Większość znajomych wyjeżdżało gdzieś. Za tydzień wakacje. Tyle, że nie dla niej. Wtedy będzie miała więcej roboty... Z trudem wstała z obrotowego krzesła, by podążyć do łazienki gdzie wisi na ścianie wielkie lustro, które zawsze odbijało to, co było prawdą. Nie okłamiesz go. Ono widziało to, że Kimberly nie była czysta w środku, że tez kochała kiedyś i też miała złamane serduszko - KiBum po tym, jak powiedział, że ją kocha, odszedł bez słowa. Nie chciała go znać, nie chciała by zabijał ją po kawałeczku, chciała, by zrobił to od razu używając bolesnych słów - nie zrobił tego, bo uciekł, nie chciał zobaczyć jak któregoś dnia, w świetle księżyca i w jego ramionach powstanie... Nie chciał dostrzec tego, że nawet najmniejsza perła świeci jaśniej niż największy brylant.
*** 
Szłam powoli podchodząc to pięknie oświetlonego lustra. Gdy doszłam, odbiło mnie, bladą twarz z workami pod oczami, łzawiącymi oczami i rumianymi policzkami. Moje suche usta pękały za każdym razem jak próbowałam się uśmiechnąć. Bez uczucia... Bez słowa... Bez prawdy wypisanej na mojej twarzy. Czułam jak serce bije mi mocno, potyka się o zakręty i ma nadzieję, że dotrze do końca. Nadzieja... Właśnie. Nadzieja ma swoje imię, możesz nazwać ją. To wiara w coś, w co chcemy wierzyć, ale... To zwykłe kłamstwo. Nadzieja to iskierki w moich oczach. Nadzieja to wiara. Nadzieja to ty. Nadzieja to kłamstwo i rzecz, która prowokuje mnie do zmiany bicia serca. A moje serce? To tylko odłamki... A schronienie? Szukam go na tej drodze, na tej, co jestem. Wszystko co powiem jest opowiadane przez echo. Oprócz mnie nie słyszę nic... Nie, to nie jest lepsze. Spuszczam z tonu, mój głos cichnie i staje się lekki, unosi go wiatr, który zakrywa tenczę, a ona? Ona dawno zgasła próbując przebić moje marzenia... Oprócz mnie nikt nie wie o tym, co się działo... Trzymam to w sobie, by nie słyszeć w głosie ludzi litości, która zabija mnie doszczętnie.
***
Odeszła od niego z oczami pełnymi łez. To była codzienność. Poszła do salonu. Otworzyła balkon i wyjrzała przez niego patrząc na angielskie dzieci bawiące się na placu zabaw ze swoimi rodzicielkami śmiejąc się. Przypomniała sobie jak cierpiała, że przy niej rodziców już nie ma... Usiadła na kanapę, by o tym nie myśleć. Położyła się i zasnęła. Za dwadzieścia minut zadźwonił telefon, który obudził ją doszczętnie.

- Mam dwa bilety na koncert SHINee w Londynie, wygrałam w loterii!
- SHINee? Co to za zespół?
- Z Korei Południowej. Ty o nich nie słyszałaś? Drugi raz już będą w Anglii.
- Nie, nie słyszałam. Ale nie wiem czy powinnam iść. Nie słucham ich muzyki. Może daj bilet komuś...
- Oj przestań. Nikogo w Leicester nie ma, a przecież nie masz nic innego do roboty w niedzielę.
- No w sumie masz rację, ale czekaj czekaj... W którą niedzielę?
- No jutro, no.
- Mhmm... Ok, to przyjdź po mnie z trzy godziny przed koncertem (do Londynu z Leicester jest z 2 i pół godziny... Jakoś tak...)
- On jest o 20:00.
- Czyli do zobaczenia  jutro o 17:00.

Dziewczyna udała się do Primark. Kupiła baleriny. Miała plan wziąć kotruny, ale w nich się źle tańczy. Do tego krótkie spodenki z wzorem w szaro-fioletową kratkę i bluzkę z napisem "Get lost, sweetie! :D". Tło jest w kolorze szarym, ale napisy są fioletowe (tak na serio, to kupiłam to wszystko identyczne właśnie w Primarku, mówi Noona). Wróciła szybko do domu i zasnęła, by nie mieć worów pod oczami.

Następnego dnia.

Tia przyjechała swoim samochodem parkując. Kimberly otworzyła. Dziewczyny przywitały się czule. Kimberly znów powędrowała do łazienki, by się przeglądnąć i dokonać poprawek. Uznała, że  przebierze swój strój na czarną sukienkę na ramiączkach, z pięć centymetrów powyżej kolan i do tego rajstopki cienkie w czarno-białe paski dość grube. Do tego czarne baleriny z kokardką i będzie.
Droga była dość długa.
Dziewczyny wysiadły szczęśliwe z samochodu i powędrowały w stronę sceny. Miały miejsca w dziewiętnastym rzędzie. Wielkie wejście piosenką Sherlock było zaskakujące. Potem leciały różne piosenki tego zepoły. Wszyscy tańczyli, ci, co umieli koreański śpiewali, nawet niektóre dziewczyny śpiewały po swojemu koreańskie słowa. Koncert się kończył. Nagle SHINee zaczęło prosić dziewczyny za scenę dla zareprezentowania swoich umiejętności związanych z muzyką. Kimberly podniosła rękę dla żartu. Nagle głos z mikrofonu odezwał się "Może tamta Pani w dziewiętnastym rzędzie.". Dziewczyna zaczęła się rozglądać i szukać osoby, która w jej rzędzie też ma podniesioną rękę. Nie było nikogo takiego. Dwóch chłopaków z SHINee zeszło ze sceny - Key i MinHo. Zaczęli pobudzać publiczność do klaskania przed występem dziewczyny. Zarumieniona Kimberly wyszła na oświetloną scenę.
Nagle JongHyun się odezwał.

- Co nam zaprezentujesz?
- Zaśpiewam i zagram na pianinie (popatrzyła na pianino stojące w rogu sali).
- Jaką piosenkę?
- Birdy - Shelter.
- A masz jakąś jeszcze piosenkę?
- Może być - zaczęła się zastanawiać - Hurt?
- Ok, to zaczynaj.

Dwóch umięśnionych facetów przeniosło pianino na środek sceny.
Zaczęła grać. Postanowiła pierwsze wykonać Shelter.
Śpiewała delikanie, ale i mocno. JongHyun był pod wrarzeniem.
Potem zaczęła grać Aguilery - Hurt. Wszyscy byli pod wrażeniem jej głosu.
Skończyła i JongHyun zaczął klaskać po czym zapytał.

- Skąd pochodzisz?
- Z Japonii.
- Umiesz koreański?
- Tak.
- To dobrze. Zapraszamy cię do współpracy z nami do następnego albumu, czy zgodzisz się?
Wytrzeszczyła oczy. To spełnienie jej marzeń.
- Mogę spróbować.

Onew jako najstarszy i lider podszedł do Kimberly i ukłonił się na znak wdzięczności. Dziewczyna podziękowała po koreańsku i ukłoniła się. Po czym już chciała schodzić ze sceny. TaeMin ją zatrzymał.

- Umiesz tańczyć?
- Czy ja wiem...
- Zatańcz coś.

Dziewczyna wzięła głęboki oddech i poprosiła o piosenkę Rihanny - Where Have You Been.
Przyczepili jej mikrofon. Zaczęła...
Tam są wysokie momenty, ale się nie zatrzymywała. To dziwne...
TaeMin był pod wrażeniem choreografii. Skończyła, a on zapytał

- Ty stworzyłaś sama choreografię?
- Tak...
Otworzył buzię ze zdziwienia. Kimberly odebrała to źle.
- Aż tak źle.
JongHyun zaśmiał się i powiedział
- Wiesz... TaeMin jest w tym dobry, on jedyne na kogo otwiera buzię w tańcu to Michael Jackson.
Znów się zaśmiał.

Kimberly zeszła ze sceny. Poszła po autografy. Stała do każdego stolika ok godziny po autograf. Czyli jakieś pięć godzin. Od każdego usłyszała miły komentarz. Nagle doszła do KiBum.


***
Gdy ją zobaczyłem, nie mogłem uwierzyć w to, że to ona... Jest taka... Dlaczego ja ją opuściłem?!
***

- Co... co ty tu...?
- Należę do zespołu SHINee. Cóż za spotkanie.
- To jakiś żart?!
- Nie, ale ślicznie zagrałaś i zaśpiewałaś.
- To nie czas i pora na to. Zniknąłeś bez słowa. Nie chcę cię znać.

Rzuciła mu autografem w twarz i zatrzymała się w połowie drogi do wyjścia licząc na to, że zatrzyma ją... 
 Jak w romantycznych filmach. Poczekała, aż kolejka minie i podeszła do niego. Wykrzyczała mu w twarz

Jesteś pi*onym debilem, bo doprowadziłeś mnie do tego stanu,że nie zasnę bez Twojego zdjęcia. Myślę o Tobie ok. 50 minut na godzinę,a pozostały czas staram się o Tobie nie myśleć.Albo o Tobie mówię, a gdy przestanę, modlę się w duchu, aby ktoś zaczął o Tobie mówić z własnej woli. Nie wiesz, że bije mi szybciej serce, gdy mnie mijasz. Nie wiesz, że mam dobry dzień gdy powiesz mi 'cześć' , częściej niż raz i uśmiechniesz się szerzej niż do przeciętnej koleżanki.
To cholernie ciężkie, że mimo wszystkich Twoich wad, dalej wieczorem chcę,abyś mi się śnił. Zasypiam myśląc, którymi wejść schodami żeby na ciebie wpaść, a gdy o Tobie nie myślę, pomarańcze smakują zupełnie inaczej.
Uwielbiam drogi, którymi chodziliśmy razem - a nie było ich dużo, bo przecież to były przypadki. I nienawidzę czasem i siebie i Ciebie, za to, że jestem w pieprzonym martwym punkcie i żadne z nas nic z tym nie zrobi. Będziemy tak tkwić, ja będę dla Ciebie koleżanką którą poznałeś przez przypadek, a Ty będziesz sprawiał, że szbciej oddycham, gdy mówisz mi 'cześć', ale mimo wszystko warto mieć nadzieję, nie?
Nadzieja, zawsze ta w zielonej sukience.
<-- profil z zapytaj


ωуρ¢нαиα мαяzєиιαмι♥ (wprowadziłam małe korekty, gdyż nie pasowałby do historii Kimberly)


Odszedł zdziwiony od niej a ona cała we łzach pobiegła do najbliższego autobusu jadącego do Lecester.

By. Noona & Mira.

Przepraszamy, że tak długo na niego trzeba było czekać. Mam nadzieję, że było warto. Myśli by. Noona, pomysł by. Mira.

obserwatorzy - 14
wyświetlenia - 826

Dziękujemy ^^

Dalej 5 komentarzy będzie do 5 rozdziału.
Mamy nadzieję, że ktoś to czyta na prawdę.
>.<


Myślę, że nadrobiłyśmy zaległości. ; )




czwartek, 19 lipca 2012

Rozdział 2



Rozdział 2

Dziewczynie zdjęto gips po trzech tygodniach męczarni. Chodziła, lecz jeszcze noga ją bolała. Dostała dwa listy od chłopaka, który ją potrącił z przeprosinami. Nie raz gdy wracała znajdywała kwiaty z karteczką, a na niej napis "przepraszam". Ile razy można przepraszać za to samo?! Wyciągnęła zaspana pięć listów ze skrzynki. Dwa dotyczyły rachunków. Oddała je cioci. Trzy pozostałe były skierowane do niej. Otworzyła pierwszy z nich.

"Droga Kimberly!
Wiesz przecież, że cię dalej kocham. Przepraszam, że opuściłem cię i dwa lata się nie odzywałem... - przerwała czytanie, spojrzała na dwie wielkie blizny na ręce po tym jak zaatakował ją nożem w jego kuchni, bo nie chciała z nim iść do łóżka, miała wtedy szesnaście lat, czytała dalej - Nie wspominaj tego co kiedyś było, to przeszłość...- łatwo mu mówić. To nie on cierpiał w sali operacyjnej i to nie on się prawie wykrwawił na śmierć - Przecież wiesz jakie są uczucia moje w stosunku do ciebie - nienawiść i żal, że brzydziła się jego i nie chciała w tak młodym wieku zajść w ciążę?! No bez przesady! - Wiem co zrobiłem. Wyrządziłem ci krzywdę i potem uciekłem na dwa lata do Japonii... Przepraszam. - łatwo mu mówić i w sercu każdej dziewczyny czaiłby się żal, jednak czekała na niego... kochała go... - Wiem, że mnie kochasz, przepraszam, że nie odpisywałem na twoje listy, że nie obchodziło mnie twoje życie, że... - nie chciała tego czytać dalej. Znała go na wylot. Wiedziała, że zaraz zacznie się przechwalać. Podarła kartkę, wyciągnęła zapałki z szuflady w drewnianym biurku i podpaliła kartkę, po czym popiuł wrzuciła do kosza. Nie chciała czytać dalej tych bazgrołów ... Joe.

Otworzyła następny list :

" Jeszcze raz przepraszam. Czy moglibyśmy się spotkać w sobotę o 10:00, adres masz na kopercie... Zapomniałaś roweru. Był zepsuty. W ramach rekompensaty naprawiłem go.
Kim KiBum"

Kim że jak? - pomyślała. Nie wiedziała kto to. Nie interesowały ją gwiazdy (choć wtedy myślała, że to zwykły chłopak), ani żaden gatunek muzyki oprócz rock'a. Delikatna osóbka z wyglądu. Śniada cera, twarz blada jak śnieg, duże, czarne oczy i złote, długie włosy. Mały nos, maleńkie, malinowe usta, wąska szczęka, równe, bialutkie zęby. Dość niska postóra jak na jej wiek, dość jędrne piersi, głębokie wcięcie w talii, płaski brzuch, długie nogi. Ideał azjatyckiego piękna... Kto by pomyslał, że ona słucha, np. Nirvany? Otworzyła następny list.

"Jako Pani Rose jest najlepszą uczennicą z roku 2011/2012 w Liceum im. EunHeary Lin, przyjmujemy panią na studia muzyczne w Seul z wysponsorowanym przez naszą szkołę pensjonatem dla studentów. Dziękujemy, że możemy gościć tak mądrą osobę na naszych uczelniach. Proszę zgłosić się 23 sierpnia po odbiór kluczy do pokoju, oraz przydział do poszczególnej klasy."

Patrzyła na ten list z podekscytowaniem, ciekawością, ale zarazem nieziemskim spokojem. Nagle zaczęła się śmiać.
" Czy to jakiś żart ?! " - wykrzyczała.
Ciocia przybiegła do pokoju, by zobaczyć co się stało. Dziewczyna podała kobiecie pismo i gdy to skończyła to czytać popłakała się, przytuliła Kimberly i szpenęła bardzo cicho "Nie... Drogie dziecko, to nie żart. Ty dostałaś się na wymarzone studia... Jestem z ciebie tak bardzo dumna." - przytuliła ją jeszcze mocniej.

SOBOTA

Dziewczyna nie miała sił iść na nogach do sąsiedniego miasta. Zamówiła taksówkę. Wysiadła z niej i szła powoli, krok za krokiem. Widziała go. Stał do niej tyłem. Szła powoli. Miała na sobie zwiewną sukienkę. Stanęła lekko za nim. Nie zauważył jej. Usłyszał jej łkanie. Właśnie teraz przypomniał jej się list. Odwrócił się do niej. Oboje usiedli na ławkę w ciszy. Przestała płakać. Patrzyła się w ziemię. Postanowił się odezwać.

- Ja... Ja cię polubiłem..
Nic nie odpowiedziała.
- Nawet bardzo.

Nagle coś się stało.
Chciała już wstać. Chciała coś powiedzieć. Wstał za nią i przyłożył swój wskazujący palec delikatnie do jej ust. Przytulił ją. Ona stała i go nie objęła. Zrobiła tylko wielkie oczy... Nie chciała się ponownie zakochać. Wiedziała, że miłość to jedno wielkie kłamstwo i samo cierpienie.
Wyrwała się lekko z jego ramion, łza popłynęła jej po policzku i szepnęła cicho "Przepraszam... Ja nie potrafię."

Odeszła od niego ze spływającymi łzami, a on stał przed domem jego babci i łzy leciały mu same po twarzy. Pokochał ją... Nigdy nikogo nie pokochał aż tak mocno jak ją...
Patrzył w ziemię. Kimberly stała oparta o bok jednego z bloków i płakała. Usłyszał ją i do niej podbiegł.

- Ja...Ja przepraszam.
Nic nie odpowiedziała.

Podeszła do niego i twarz położyła na jego ramieniu. KiBum wtulił się w nią. Zaprosił ją do swojego pokoju. Reszty SHINee nie było. Dziewczyna poszła za nim. On usiadł na kanapie podając jej herbatę. Wypiła ją spokojnie i położyła swoją głowę na jego prawym ramieniu... Zasnęła. Popatrzył na nią.W jego oczach to była mała iskierka, o którą trzeba dbać...
Pocałował ją delikatnie w usta raz.
Nie mógł się powstrzymać... Zrobił to ponownie, tym razem bardziej namiętnie.
Zbudziła się.

- Ja...
- Wszystko w porządku.

Wzięła swój sweter. Już robiło się ciemno. Wyszła z jego domu i już miała wsiadać do taksówki, gdy nagle...

By. Noona

Mam nadzieję, że długość odpowiednia. Jak czytałam ten moment, co on ją przytulił... Poryczałam się...
Tym razem stawiam 5 komentarzy i obiecujemy, że to nam wystarczy do 5 rozdziału.

Rozdział 1 (z Nooną uzgodniłyśmy, że ta wersja będzie lepsza)


Rozdział 1

Daleko stąd, a tak dokładnie w Korei Południowej, żyła sobie dziewczyna o imieniu Kimberly. Była w pochodzenie jej wahało się między Ameryką, a Japonią, jednakże urodziła się w Stanie California, w USA. Gdy miała pięć lat rodzice zmarli w jej rodzinnym domu. Przyczyna jest niewyjaśniona, ale prawdopodobnie to było zabujstwo powiązane z długami jej rodziny. Dziewczyna musiała przenieść się do Korei Południowej do cioci, siostry jej mamy. Mieszkała tam przez długi okres. Pewnego dnia zdarzyła się sytuacja, która spowodowała, że zapamięta ją na całe życie.

Pewnego dnia siedziała spokojnie przed domem wygrzewając się w słońcu. Był upalny dzień. Mieszkała w spokojnej dzielnicy małego miasteczka sąsiadującego z jednym z największych miast świata. Koło niej był las, a gdy już go można było minąć mieszkała jej babcia (nie, to nie opowieść o Czerwonym Kapturku). Uwielbiała tam chodzić i słuchać jak babcia opowiada o jej rodzicach, o jej pochodzeniu, przeszłości. Dziś też postanowiła tam pójść, a właściwie pojechać. Odpięła swój kremowy rower od bramy i zaczęła go prowadzić po kamienistej drodze  prowadzącej do lasu. Było lato. Wszystko było w zieleni i mieniło się w słońcu. Kimberly zatrzymała się na chwilę, by popatrzeć na to, co roztaczało się wokół niej. Wstała i odgarnęła swoje złote loki do tyłu. Postawiła rower na "stopce" i zaczęła lekko podchodzić do wróbli. Wiedziała, że to nie ma sensu, wierzyła jednak, że podejdą do niej. To właśnie nadzieja... Postawowiła zdjąć jasnoróżowe baleriny i podejść bliżej. Na jej ramieniu usiadł motyl, który przypomniał jej jak szła z mamą po łące i ganiały za motylami. Maleńka łezka poleciała jej po różowym policzku. Wytarła ją bardzo szybko i postanowiła sobie, że nie będzie się zamartwiać przeszłością, ani przyszłością. Liczy się tu i teraz. A jakie miała zadanie w teraźniejszości? Iść do babci i potowarzyszyć jej. Szybko wsiadła na rower zakładając białe słuchawki na uszy. Jechała myśląc o swojej przeszłości i o tym, o co ją może tym razem zapytać, pomyślała "Dziś zapytam ją o moje pochodzenie... Dlaczego moja mama była Japonką, a ona Koreanką. No i jak poznał się mój tata z matulką.". Coś przerwało jej myślenie. Poczuła ucisk maski samochodu na swoim brzuchu, po czym czuła, jak stacza się z górki. Zamknęła oczy. Z samochodu wyskoczył przerażony kierowca.

- Nic ci nie jest? Ja... Przepraszam... Dopiero co dostałem prawo jazdy. - w jego głosie było słychać panikę.
- Nie, wszystko jest w porządku - skłamała.

Rower przytrzasną ją i nie pozwalał jej wstać o własnych siłach. Otworzyła oczy. Leżała w głębokim rowie cała obłocona i zakrwawiona. Azjata upierał się przy pomocy jej:

- Pomogę ci.

Podszedł do niej i delikatnie zdjął rower z jej drobnego ciała. Spakował go do bagażnika i szybko podbiegł do dziewczyny.

- Możesz wstać?
- Tak, wszystko w porządku.

Podniosła się z ziemi i podniosła lewą nogę, by postawić ją na ziemi. Wykrzyczała przerażający okrzyk i buchnęła płaczem. Łzy były wielkości grochu i spływały jej bardzo szybko. Z słuchawek leciało "Linking Park - Numb". Zapytał o piosenkę, a ona mu przerwała "To nie czas na tego typu rzeczy". Chłopak zarumienił się i wziął Kimberly na ręce i położył na tylnych siedzeniach samochudu.

- Gdzie jedziemy ? - zapytała.
- Do szpitala. Tylko możesz mi powiedzieć czy w tej miejscowości jest szpital?
- Nie, nie ma. Trzeba jechać do Seul.

Tak więc zrobił. Udał się tam i bez kolejki wpuszczono ją do gabinetu. On musiał zostać przed nim. Czekał z jakąś godzinę tak na prawdę nie wiedząc dlaczego. Ludzie na korytarzu gapili się na niego z zachwytem. Porozdawał trochę autografów dla stukniętych fanek i nagle z gabinetu wyszła blada, posiniaczona, obolała, smutna dziewczyna z gipsem na bolącej nodze i bandażem na nadgarstku. Podbiegł do niej pędem.

- Co lekarz powiedział?
- Noga jest złamana, a nadgarstek skręcony. Nazał siniaki smarować maścią.
- A powiedziałaś mu o...
- Nie, skłamałam, że to wypadek zwykły jak jeździłam na rolkach.

Chłopakowi wyraźnie ulżyło. Wsiedli do samochodu i pojechali do jej domu. Podwiózł ją. Gdy wychodziła chciał wcisnąć jej pieniądze. Wysiadł za nią z samochodu.

- Nie, nie potrzebuję tych pieniędzy.
- Zrobiłem ci krzywdę i...
- Nie, dziękuję. Wydaj to na coś innego. Nie chcę ich.

Odwróciła się, a chłopak zawołał za nią "przepraszam". Wsiadł do samochodu i odjechał. Kimberly o kulach podeszła i zapukała do drzwi domu. Zmartwiona zapytała.

- Gdzieś ty była tyle czasu?! Dźwoniła babcia i...

Spojrzała na jej nogę.

- Coś ty znowu skombinowała?!

Zaprowadziła ją do pokoju obwieszonego plakatami The Rasmus, Tokio Hotel, Nirvany, 30 Seconds to Mars i innych. Położyła ją na łóżku i poszła zaparzyć herbatę.
Leżała spokojnie i przypomniała sobie o rowerze w bagażniku nieznajomego.

- No to pięknie... - powiedziała cicho pod nosem.

By. Mira & Noona

Mamy nadzieję, że się podobał. Jest dość długi także oczekujemy przynajmniej 4 różne osoby napiszą komentarz (bez naszych), wtedy napiszemy nowy rozdział.